Kolejna ocena nowego programu, tym razem po bliższej obserwacji
Jeden z czytelników zauważył w swym liście, że Polsatowskie "Amazonki" dopiero się rozkręcają i przed wydaniem krytycznej opinii warto by zobaczyć jak uczestnicy spisują się w parach. I faktycznie: po kolejnym tygodniu program dużo zyskał i można powiedzieć, że jest nawet ciekawy, oczywiście jak na audycję swego gatunku. Czy Gabi wyjdzie czy zostanie, wytrzyma z partnerem czy prędko go zmieni- to wątki, których nie powstydziłaby się dobra opera mydlana. Ostatnio zaś na podwórku "Amazonek" pojawiła się ich własna wersja "pokoju zwierzeń" w formie... budki telefonicznej zapewne po tym jak prowadzący Jacek musiał przed rozchwytującymi go parami z problemami pełnić rolę psychoterapeuty. Nie zmienia to faktu, że bohaterowie mogli zostać lepiej dobrani, a dotyczy to zwłaszcza kobiet. Nie chodzi tu o to, aby prowadzili poważne rozmowy o literaturze, rzeźbie i malarstwie, mogliby być jednak dojrzalsi. Panie jak na "Amazonki" przystało mogłyby być odważniejsze, bardziej otwarte, wykazywać więcej inicjatywy. W większości przypadków to one zostały upatrzone i upolowane przez rekrutów. To oni je adorowali i tylko do nich ograniczały swój wybór. Dojrzałość to także zdolność godnego przyjęcia porażki.
Wydarzenia piątkowe- tak usilne przez realizatorów podpisywane niedziela - sprawiają, że o ich zdrowie psychiczne można się jedynie martwić. Producenci "Big Brothera" przywiązywali do odpowiedniego doboru pod tym kątem pod okiem psychologów ogromną wagę. Histeria dwóch zestawionych do ostatniej konfrontacji dziewczyn i upadek Gabi, która opierała się płacząc byleby tylko nie stawić czoła wynikom, łzy wszystkich mężczyzn i czułe pożegnania odzierają ten program z resztek atmosfery zabawy. Pary zaś dobrały się tak, że trudno obojga jednocześnie nie lubić lub darzyć sympatią. Wyeliminowany Bartek poza zagadkowym przywiązaniem do swojej partnerki, którą poznał ledwo kilkanaście dni wcześniej, uczestnik konkursu Mister Polski, któremu matka powiedziała że mógłby zarabiać figurą a do "zainteresowań intelektualnych" chciałby zaliczyć zdolności manualne nie wnosił do programu zbyt wiele. Dominika- osoba dociekliwa naprawdę starała się poznać potencjalnych parterów, jest inteligentna, łagodzi konflikty przeczuwała też, że to ona odpadnie.
Wybór Izy, która postawiła na niepozornego poetę sprawia, że tylko urosła w moich oczach , okazując się osobą nie tylko piękną zewnętrznie, ale też mądrą, sprawiedliwą i rozważną. Jej typ, którego nadal broni i którego wciąż się trzyma nie nosi znamion gry. Cechy wnętrza, osobowości jej partnera przeważyły. Duży plus , mimo że staje się on coraz bardziej irytujący, a jego rymy to raczej nie poezja, ona zaś momentami okazuje się bardziej elokwentna od niego. Inne pary najwyraźniej zgubiły instrukcję obsługi. Wiktor w rozmowach w cztery oczy z Jackiem i 38 milionami Polaków przyznaje, że "chętnie by zamieszał" i liczy, że kilkakrotnie zmieni towarzyszkę gry. Bardzo nierozważne- wszystko przecież trafia do telewidzów nawet te "poufne" wywiady. Zapewnienie, że inni uczestnicy o niczym się nie dowiedzą jest pozbawione sensu- po pierwsze mogą- po programie, po drugie to nie oni eliminują. Partnerka Wiktora -Marta- sprawia wrażenie, lekko zaślepionej, rozkoszna w swej nieświadomości, dobroci i naiwności najwyraźniej szuka tu życiowego partnera. Koleżanki, mimo że ostatnio często robią z niej temat dyskusji nie kwapią się do uświadomienia jej prawdy. Wiktor zaś przy niej udaje potulnego, mimo że za jej plecami proponuje Gabi zamianę partnerów w parach w jej obecności spuszcza z tonu, wypiera się tego, a winę zwala na innych. Cóż- kamery widzą wszystko. Justyna i jej partnerzy w ogóle nie prezentują się jako osoby godne uwagi, przemykają gdzieś po planie obok siebie.
Agnieszka i Dawid: Ona piękna i otwarta, on lekko mrukowaty, miewa humory, nie znosi krytyki. Szkoda, że bierze jej za złe każdą niewinną uwagę przez co często zmieszana dziewczyna musi nadrabiać miną. tu jednak trzeba umieć się przypodobać. Stwierdzenie "Ja nie gram" jest jak stara, porysowana i zacięta płyta. Wszyscy zgłosili się do programu tv mając w jakimś stopniu nadzieję na wygraną. Gdyby zależałoby im tylko na zabawie wyjechaliby na kolonie letnie, gdzie można bawić się i bez kamer. Amazonki to teleturniej. Teleturniej par, a nie artystów solowych, tu wewnętrznie współgrać muszą zespoły. Nie zapominając o uwagach z poprzedniego tekstu, które nadal podtrzymuję trzeba Amazonkom" wystawić ocenę pozytywną. Byleby tylko realizatorzy zrezygnowali z -co tu mówić- idiotycznej wstawki, w której odchodząca para wpada do zbiornika z rekinem. Warto by było dopracować też same zasady gry. W tym tygodniu zmieniony został Maciek. Najpierw jednak Panie zostawiły go w zestawie rezerwistów eliminując kogoś innego, później dopiero stanął w parze z Justyną czekając na wyniki. Czy gdyby odpadli, Amazonki straciłyby dwóch zapasowych partnerów zamiast jednego? I co wówczas z jego następcą? Warto to przemyśleć
Autor: Rafał S