Nie ulega wątpliwości, że kiedy mowa o nowym,oryginalnym, przełomowym amerykańskim serialu, pretendencie do nagród, ciepło przyjętym przez widzów i krytykę- musi chodzić o produkcję kablową. Dużo szczęścia- a raczej wyczucia- od lat ma w tym względzie HBO. Od seksualnie wyzwolonych, szukających miłości mieszkanek Manhattanu, przez perypetie mafioso z problemami, którego nikt nie rozumie na przedmieściach, brutalną rzeczywistość najmocniej strzeżonego więzienia, sekretne życie grabarzy, po klasyczny konflikt dobra i zła. Stacja nie boi sie ryzyka i na ogół ono popłaca.
"Deadwood", który miał swą premierę w marcu i właśnie zakończył swój pierwszy 12-odccinkowy sezon, to nowe terytorium dla HBO- jak większość produkcji stacji. Western, będący mieszanką fikcji i faktu, rozgrywa się w prawdziwym mieście dzikiego zachodu, tytułowym Deadwood tuż po gorączce złota. Teraz ze względu na popularnośść serialu, senne miasteczko może zyskać nowe życie dzięki turystom.
To dobre wieści dla HBO. Koniec "Seksu w Wielkim mieście" w tym roku, a "Rodzimy Soprano" po kolejnej serii zmusza nadawcę do szybkiego pozysania czegoś podobnego kalibru.
Autor: Rafał S