Nie jestem jedną z tych osób, która grzmi o tym jak złe są programy reality shows. Bez skrępowania powiem- zdarzało mi się je oglądać. Nie chcę też stać na czele ataku na tvn w świetle niedawnych wydarzeń przypomnianych dziś w Wiadomościach. Miałem zresztą podjąć ten temat kiedy usłyszałem o tym w nocnym paśmie Trójki- nie wiedziałem jak w sposób taktowny zająć się tą sprawą, bez choć nuty demagogii i populizmu. Stała się tragedia. Nie uważam, jak można było wyczuć z tonu wypowiedzi w materiale- że było nieuniknione, że ten gatunek to tylko wiszące w powietrzu nieszczęście. Ale też nie uważam, że stacji telewizyjnej wolno stwierdzić, że za całą sprawę nie ponosi odpowiedzialności. Grzegorz, uczestnik progamu "All you need is Love" produkcji Endemol- Neovision zdecydował się wyznać w burzliwy sposób, na oczach milionów telewidzów miłość dziewczynie, która go odtrąciła. Nie zgodziła się ns udział w materiale, o czym realizatorzy wiedzieli. Mężczyzna załamał się, lecz twórcy zaproponowali mu pomoc. Jak wynika z Wiadomości- zapomnieli o nim po kilku dniach. Dwa razy targnął się na życie. Ostatnia próba, niestety udana poprzedzona była przez pobyt w szpitalu. Nie uważam, stanowczo nie zgadzam się z tezą, że choćby dorosły człowiek jest w stanie ocenić skutki takiego programu, a udział ma być poddany tylko i wyłącznie jego rozwadze- możepowiedzieć nie. Od lat obserwujemy przecież jak telewizja przesuwa nasze granice tego co uważamy za akceptowalne. To światla jupiterów sprawiają, ten cały showbiznesowy blichtr, że nagle w porządku jest wysłuchiwać czyichś intymnych wyznań a męski striptiz jest wspaniałą rozrywką na środwy wieczór. Tylko że my, a przynajmniej ja- nie jestem w stanie zrozumieć skali upokorzenia, kiedy światła zgasną i wraca się do własnego życia w małym miasteczku. Telewizja stawia uczestników w sytuacjach, których nigdy się nie znaleźli- dla mediów może to być tylko rozrywka, trybik naoliwionej maszyny, lecz nie wiemy jakie skutki wywoła w człowieku, w jego psychice.. Telewizja mami, łudzi, fascynuje, daje nadzieję, nakierowuje, a nawet manipuluje . To oczywiste, że w tej sytuacji ma przewagę. Kilka lat temu do talkshow Jenny Jones młody homoseksualista zaprosił swojego sąsiada aby wyznać mu miłość. Prowadząca podkręcała atmosferę i podpytywała gościa, który nie był gejem. Po powrocie do domu zastrzelił zakochanego w nim mężczyznę. W całej tej sprawie nadawca musi pamiętać o człowieku. Igranie na ludzkich emocjach to niebezpieczna gra. W rzeczonej sprawie nie uważam, że producenci są bez winy. Ich główny grzech to grzech rutyny. Z punktu widzenia produkcji- kolejni gości i odcinek, następny i następny. A przecież każdy człowiek jest inny. Tak samo nie można powiedzieć, że stacja X nie odpowiada za zdrowie psychiczne zamkniętych w domu z kamerami. Dojrzałym byłoby przyjęcie na siebie części odpowiedzialności. Tak żebyśmy o ekcesach nie dowiadywali się z prasy, a także o zaginionych raportach. To, że Sołtysik powiedział w Wiadomościach, że sprawy są bez związku- a nawet nie powiedział tylko go zacytowano, bo występu przed kamerami odmówił- sprawiło, że stracił w moicb oczach. Na pewno pomogło by to oczyścić atmosferę. Nawet linie lotnicze przepraszają i przekazują kondolencje za katastrofy, którym nie zawiniły. Nie chciałbym, żeby ta tragedia stała się pretekstem do jskiejś formy instytucjonalnego badania i ograniczania mediów jak rozważa Danuta Waniek z Krajowej Rady. Ale też telewizje muszą hamować się same być dojrzałe i odpowiedzialne- Liczą się nie tylko ratingi
Autor: Rafał S