Polski rynek kablowy stał się przez lata zbyt monotonny i uporządkowany. Dziś wydaje się, że jedyne co różni oferty konkurujących ze sobą operatorów to cena i może obecność jednego, dwóch kanałów, bądź ich pozycjonowanie w pakietach. Nie mogąc konkurować jakością produktu potencjalnego klienta wabią opakowaniem, kuszą promocjami. Wszystkie sieci są w równym stopniu uzależnione od krajowych dystrybutorów lokalnych wersji znanych kanałów tematycznych- liderzy rynku mogą co prawda pochwalić się lepszą pozycją w negocjacjach, ale przyjęło się myśleć, że istnieje pewien zestaw programów, które po prostu "trzeba mieć" w ofercie. Stopniowo więc operatorzy uzupełniają braki coraz bardziej ujednalicając swoje oferty.
Wydawało mi się, że polskie kablówki nie zaskoczą mnie już niczym poza mechanicznym dodawaniem kolejnych programów stworzonych z myślą o, czy raczej- oddelegowanych na polski rynek. Nie muszę chyba dodawać, że poprzez lokalizację kanały tematyczne zazwyczaj tracą na jakości. Nadawcy zbytnio koncentrują się na wstawianiu skierowanych do nas reklam, a to co nazywają dostosowaniem do oczekiwań widza najczęściej oznacza większą ilość powtórek i poźniejsze wprowadzenie nowości. Polski Hallmark i jego zachodnie odpowiedniki to jakościowo różne produkty, ale przykłady można mnożyć. Jeszcze dziś można wśród dyskusji internetowych wyczuć tęsknotę za oryginalnym Cartoon Network. MTV Polska miała być zastrzykiem energii polskiego przemysłu fonograficznego i stworzyć nowe możliwości dla polskich artystów. W rzeczywistości lokalizacja to filozofia "dziel i rządź" w wersji realiów XXI wiecznej zjednoczonej Europy. Wszystko co trafia do widzów zostało dostosowane do "potrzeb" starannie odseparowanych poprzez politykę nadawców regionów.
Z rozrzewnieniem wspominam początki telewizji kablowej w Polsce, kiedy wszyscy w Europie oglądali to samo, muzyka, informacje, seriale i filmy swobodnie przepływały z jednego końca kontynentu na drugi. Kiedy wypadało uczyć się jezyków obcych, a rynek nie był tak perfekcyjnie przemyślany, strategicznie podzielony i zarządzany przez wciąż łączące się megakoncerny. Czyż to nie ironiczne, że większą wolność w mediach odczuwało się przed nastaniem ery społeczeństwa informacji?
Z tym większą radością zareagowałem na wprowadzenie do polskiej oferty UPC, to prawda- za opłatą - kanału MGM Movies. Bez echa przeszło natomiast, że nie jest to pierwszy taki krok tego operatora. Pierwszy anglojęzyczny pakiet tej sieci pojawił się w stolicy już w sierpniu. Poza wersjami oryginalnymi znanych już kanałów proponuje siostrzaną stację National Geographic- Adventure One. Nasi "anglojęzyczni" Czytelnicy zapewne zdają sobie sprawę, że od czasu zakodowania Sky One na początku lat 90-tych operatorzy i nadawcy nie rozpieszczali widzów nie posługujących się jezykami francuskim czy niemieckim. Musieli zadowalać się co najwyżej informacjami, starymi brytyjskimi sitcomami, magazynami podróżniczymi i kreskówkami, względnie- dziwnymi programami z egzotycznych państw.
Brawa dla UPC - nie tylko dlatego, że pomysł na dystrybucję kanału filmowego w wersji oryginalnej przypomina mi czasy, gdy moja lokalna kablówka nie całkiem legalnie retransmitowała Filmnet Benelux i Teleclub, na długo przed ustanowieniem ochrony praw autorskich w Polsce. Brawa dla UPC za udowodnienie nam wszystkim, że oferta kablowa w Polsce może być bogatsza niż garstka standardowych stacji proponowanych przez kilku dystrybutorów.
Cieszy także dynamiczne rozbudowywanie usług internetowych przez UPC - jeszcze rok temu domowe łącze o prędkości 3 mbit za przystępną cene wydawało się nieosiągalnym marzeniem. Teraz TPSA, Aster i inne większe sieci będą musiały odpowiedzieć na odważny ruch UPC. A jak donoszą zaprzyjaźnione źródła już niedługo UPC, wzorem Astera udostępni swoim abonentom telefonię VOIP, ciekawe czy także w tej usłudze zaproponuje nowe standardy cenowe..
Autor: Rafał S/Patryk